poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Zamiast zamartwiać się

Może masz swoje sposoby na to, żeby nie zwariować w czasach, w których szanse na zdobycie czy utrzymanie dobrej pracy nikną w oczach, a kredyty i wszystkie innego rodzaju zobowiązania rosną niebotycznie w górę. My mamy „metodę na koszmar”.

Jak normalnie żyć, kiedy niepokój czuć na każdym kroku? O kryzysie i jego skutkach przypominają nam na okrągło: telewizja, radio, gazety oraz historie znajomych, którzy zostali z kredytem bez stałego dochodu.

Więc przeglądasz swoje rachunki i zastanawiasz się, jak sobie poradzisz, jeśli kryzys po ciebie też wyciągnie swoją zimną łapę? Co zrobisz, jeśli stracisz pracę albo stracą ją twoi najbliżsi?

Kiedy czujesz, że twój niepokój wzrasta, zawsze możesz wyłączyć telewizor, wyrzucić gazety i po prostu wyjść na spacer. Albo mocno trzymać kciuki i liczyć na to, ze jakoś to będzie. Możesz też zacząć żyć oszczędniej oraz odkurzyć stare znajomości, licząc, że w sytuacji awaryjnej, ktoś z nich może pomóc ci znaleźć pracę. To dobre pomysły, ale strach pozostaje. Spędzający sen z powiek, odbierający przyjemność z rzeczy, które do niedawna sprawiały radość, denerwujący i który nie pozwala się wyluzować.

Metoda na koszmar

Nieprzyjemna sytuacja, prawda? Spróbuj więc inaczej. Zwalcz strach metodą „na koszmar”. Zadaj sobie pytanie, co najstraszniejszego może Ci się przytrafić w tym kryzysie. Wyobraź sobie to ze wszystkimi strasznymi szczegółami. Potem zapisz wszystko na kartce. A teraz przygotuj swój plan ratunkowy. Jak mogłabyś wybrnąć z sytuacji, gdyby spełnił się czarny scenariusz? Twój plan powinien wskazywać jak w wypadku prawdziwej katastrofy:

a)    zwiększyć twoje przychody
b)    zmniejszyć twoje koszty

Kiedy znowu zaczniesz się zamartwiać, a z pewnością będziesz, sięgnij po swój plan. Skup się na nim. Podrasuj go, jeśli trzeba. Pogratuluj sobie, jeśli od razu udało ci się wprowadzić go w życie: na przykład zmniejszając swoje wydatki.

Kryzys, koszmary i rower

Kontroluj to, co się da kontrolować. Rób to, co się da zrobić. A co do reszty, to wyłącz telewizor i idź pobiegać albo pojeździć na rowerze. 

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (7)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

o matko, ja właśnie szukam pracy i już chciałabym znaleźć, po przeczytaniu tego tekstu doszłam do wniosku, że muszę zintensyfikować swoje poszukiwania, bo w kwestii "rób, co się da zrobić", jeszcze chyba nie wyczerpałam limitu, więc ja na razie nie na rower, tylko do komputera - przyciskać potencjalnych pracodawców, życzcie mi powodzenia

gość

powodzenia! miałam potwornego dołka jakiś rok temu, prześladowało mnie przerażające uczucie, że do niczego się nie nadaję, że wszyscy wokół świetnie sobie radzą z życiem w każdej jego postaci, potrafią rozwiązywać problemy i tylko ja nie radzę sobie z niczym, to było straszne, czułam sie tak potwornie ze sobą i ze wszystkim wokół, że poczułam, że dłuzej już nie mogę, zaczęłam się zmuszać, do małych kroków: nie uciekałam przed problemami, ale zmuszałam się, żeby każdego dnia po trochu brać się za bary z rzeczywistością, nie wymagałam od siebie spektakularnych rezultatów, chwaliłam sama siebie za to, że przynajmniej się nie poddaję, zaczęłam np.wykonywać odkładane ciągle telefony w sprawie reklamacji remontu mojej łazienki do mojego pana od remontów, byłam bardzo upierdliwa i chociaż kosztowało mnie to masę energii, nie dawałam się zbyć, wzięłam się za szukanie zleceń i wbrew mojej niewielkie wierze, że z tych poszukiwań będzie szansa na jakieś pieniądze, trochę udało się zarobić! i co chcę teraz przez to powiedzieć? nicnierobienie bywa bardzo dołujące, działanie chociaż może wydawać się upierdliwe i męczące, może nas wyprowadzić na prostą,

gość

na katastroficzne myśli - spacer do lasu, to pomaga, przeczytałam to w jakimś poradniku psychologicznym, pomyślałam sobie: ha, do lasu, co las mi pomoże, ale poszłam, bo byłam zmęczona, zniechęcona, przekona, że nikt mnie nie lubi, ten spacer, zgodnie z instrukcją z poradnika, miałam poświęcić na skupienie się na sobie, na swoich myślach, spojrzeniu w głąb siebie i zaprzyjaźnieniu się ze sobą, bez względu na to, co w tej głębi siebie by się zobaczyło, i tak sobie szłam, obserwowałam swoje myśli, mówiłam sobie, że mam prawo czuć się tak jak się czuję, być taką jaką jestem, pochwaliłam siebie, ze przecież staram się być i żyć w miarę uczciwie, nie robię ludziom świństw, czasami jestem tylko nieporadna, ale mam prawo taka być, bardzo mi ten spacer pomógł się wyciszyć, naprawdę, tylko następnym razem wezmę ze sobą kanapki i termos z gorącą herbatą,

Dobry sposób ;) dokładnie rok temu przeżywałam istny koszmar: mobbing w pracy i jakby tego było mało moja firma właśnie przechodziła kryzys gospodarczy, wszyscy zatrudnieni w niej pracownicy każdego dnia przychodzili do pracy z zaciśniętym gardłem na kogo trafi (jak loteria) zwolnienie - cięcie kosztów. A ja, właśnie się przeprowadziłam do nowego miasta, moja córka zaczęła nową szkołę, nieubłagane comiesięczne koszty: wynajem mieszkania, żywność, chemia, paliwo, ze wszystkich przyjemności już i tak zrezygnowałam!, do tego wszystkiego należałoby dodać, że byłam matką samotnie wychowującą.. myślałam, że świat mi się dosłownie zawalił na głowę, w razie utraty pracy, zostaję bez grosza, a co za tym idzie bez dachu nad głową, do tego ogarnęła mnie depresja i poczucie braku własnej wartości, zwłaszcza kiedy codziennie słyszy się nieprzyjemne uwagi od prezesa. Wychodziłam z pracy z płaczem. Muszę przyznać, że to był bardzo ciężki dla mnie czas.. Ale przetrwałam ;) pierwszą rzeczą, którą zrobiłam to "plan kryzysowy"! A dziś, na szczęście, to wszystko mam już za sobą! Wiosną niebo się rozjaśniło, moja firma się dźwignęła, ale ja i tak rzuciłam pracę! Miałam dosyć poniżania. Dziś prowadzę wspólnie firmę z moim partnerem, wykorzystuję wszystkie moje umiejętności, doświadczenie. I naprawdę czuję ulgę.

gość

Jestem w sytuacji,gdzie już wiadomo,iż czekają nas zwolnienia z pracy.Niemniej nie panikuję(bynajmniej na razie),bo właśnie przeczytałam wasz artykuł i stwierdzam,że zrobię co w mojej mocy,by znależć wyjście z tej niekomfortowej dla mnie sytuacji. Zamiast się zamartwiać bedę pisać cv,list motywacyjny i roznosić gdzie się da, byleby tylko nie siedzieć bezczynnie i narzekać na zły los,gdyż los trzeba wziąść w swoje ręce.Pozdrawiam!

gość

kazdego dnia doceniam to co mam i siebie sama , a nie tylko mysle czego mi brak a co maja inni ... inaczej juz dawno bym zwariowala, staram sie myslec pozytywnie i otaczac pozytywnymi ludzmi marudzenie i leki spowodowane jescze nie zaistniala sytuacje paralizowaly mnie i zniechecaly do dzialania, wiec dzis skupiam sie na faktach , staram sie i nie robie z siebie sieroty , czy kozla ofiarnego bo tak wlasnie wpadamy tylko w dolki i tracimy poczucie wlasnej wartosci...jak jestem przemeczona to staram sie dobrze wysypiac , bo wtedy widze jasnej...poza tym przypominam sobie kazdego dnia , ze jestem zdrowa, mam cudowne dziecko, fajna rodzine ...............z kolei media klamia i manipuluja nami przyczyniajac sie do zastraszania i chaosu , wiec slucham tylko fajnych audycji i nie poddaje sie falszywym nastojom...i wazne jest tez to, ze umiem cieszyc sie sukcesami innych...

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij