sobota, 22 września 2018

Poradzę sobie, nawet jak mam fobię!

Strach przed byciem ocenianym przez innych bardzo utrudnia nasze kontakty z ludźmi. Nazywa się to fobią społeczną. Ta poważna nazwa nie oznacza, że jesteś już na zawsze skazana na ciągły stres albo zamknięcie w czterech ścianach. Po prostu warto coś z tym zrobić.

Czy czasami przeraża cię myśl, ze będziesz musiała z kimś rozmawiać? Na firmowej imprezie, albo w czasie szkolnego zebrania, w windzie albo podczas przerwy na kawę? Boisz się, że powiesz coś głupiego albo w ogóle nie będziesz miała nic do powiedzenia. Spotykasz się z ludźmi, których nie znasz zbyt dobrze, ale chciałabyś dobrze wypaść w ich oczach. Denerwujesz się i najchętniej po prostu byś się stamtąd ewakuowała. Może ci się wydawać, ze to jakaś pokręcona forma nieśmiałości albo niedostatek wiary w siebie tak ci się dają we znaki. To coś więcej. To fobia społeczna, czyli niewspółmierny do „zagrożenia” strach przed krytyką i odrzuceniem przez innych.

Tak, wiem, „fobia społeczna” brzmi groźnie. Na pocieszenie mogę dodać, że ta forma lęku jest zaskakująco powszechna, a jak wiadomo nie od dziś: razem raźniej. Podobno 90% ludzi w różnych momentach swojego życia doświadcza fobii społecznej. Więc jest duuuże prawdopodobieństwo, że nie tylko ty czujesz się nieswojo na rodzinnym pikniku zorganizowanym przez szkołę twojej pociechy, gdzie z założenia wszyscy powinni być wyluzowani i radośni. I nie tylko ty masz ochotę katapultować się z windy, do której wsiada szef i kierownik działu i jakoś trzeba wspólnie z nimi przeżyć te 12 pięter tak, żeby nie nabrali podejrzeń, czy aby ich pracownica nie jest osobą cierpiącą na autyzm.

Nie obiecuję, że z osoby chorej na aprobatę, jak czasami nazywa się tą dokuczliwą przypadłość, zamienisz się w Dodę Elektrodę, która opinie innych na swój temat ma głęboko w d…. Jednak jak mawiają starzy górale, fobie są po to, żeby je przezwyciężać. My ci podpowiemy, jak możesz się od nich uwolnić.

Strach ma wiele twarzy

Lęk przed odrzuceniem może powodować, że czujesz się tak, jakby każdy Twój krok był poddawany krytycznej ocenie. Cokolwiek nie zrobisz, czujesz, że znowu zachowałaś się nie tak jak powinnaś.

Różne sytuacje mogą być stresujące dla różnych ludzi. Niektóre osoby nie mają problemów z publicznymi wystąpieniami. Nawet to lubią. Za to milkną i trudno im się odnaleźć w sytuacji, kiedy znajdą się oko w oko z pojedynczym słuchaczem albo muszą wmieszać się w tłum i włączyć się do niezobowiązujących rozmów. Część z nas doskonale radzi sobie na biznesowych spotkaniach, ale dla odmiany dostaje palpitacji serca na pierwszej randce. Denerwujemy się, kiedy wydaje nam się, ze jesteśmy szczególnie narażone na bycie ocenianą. Problem pojawia się wtedy, kiedy strach nas tak bardzo ogranicza, że zwykłe czynności stają się ogromnym wyzwaniem i kosztują nas masę wysiłku i nerwów.

Eksperci nie są pewni, co tak naprawdę jest przyczyną fobii społecznej. Większość dotychczasowych badań zdaje się potwierdzać, że odpowiedzialne za ten przytłaczający strach jest ciało migdałowate w mózgu. Jego normalna funkcja to zwiększenie naszej czujności, kiedy znajdziemy się w nieznanej sytuacji. Ciało migdałowate to taki pies stróżujący układu nerwowego: ożywia się, kiedy napotkamy po drodze coś nieznanego. Jednak u ludzi cierpiących na fobię społeczną ten pomocny piesek zamienia się w olbrzymiego dobermana, który z powodu byle szelestu, swoim szczekaniem stawia na nogi całą okolicę. Oznacza to, że mózg włącza „czerwony alarm” i stawia cały organizm w stanie najwyższej gotowości z powodu takich niewinnych działań, jak prezentacja przy użyciu power pointa czy przedstawienie się nowym osobom na przyjęciu. I oto jest pytanie za 100 punktów: jak zamienić tego nadpobudliwego dobremana w dobrze ułożonego stróża, który będzie nas alarmował tylko wtedy, kiedy rzeczywiście dzieje się coś poważnego. 

Czyli co zrobić, żeby strach miał mniejsze oczy

Kiedy się czegoś boimy, najlepszym rozwiązaniem wydaje się być ucieczka. I właśnie tę metodę radzenia sobie z lękiem przed byciem ocenianym wybiera bardzo wiele osób. Metoda o tyle popularna, co nieskuteczna. Nie da się uciec przed życiem, tyle że im bardziej przed czymś uciekasz, tym większym przerażeniem cię to napawa. Co nam więc pozostaje? Walka z własnymi demonami, czyli jak najczęstsze wychodzenie ze strefy komfortu. Tak wiem, że to brzmi przerażająco, ale działa. Spróbuj zastosować nasze sztuczki.

Sztuczka nr 1.  Trenuj mózg i myśl pozytywnie

O tak, zdaję sobie sprawę, że zachęcanie do pozytywnego myślenia jest, mówiąc delikatnie, dość popularnym hasłem, żeby nie powiedzieć wprost ogranym już aż do znudzenia. A jednak w przypadku fobii społecznej bardzo pomocnym. Osoby borykające się z nadmierną nerwowością w kontaktach z innymi ludźmi mają tendencję do wyszukiwania i wyolbrzymiania negatywnych sygnałów, takich jak czyjeś krzywe spojrzenia czy lekceważące gesty. Z drugiej strony nie zauważają miłych bodźców: uśmiechu czy wyciągniętej ręki. Dlatego sztuczka numer 1 polega na wytrenowaniu mózgu tak żeby nauczył się skupiać na tym, co dobre i sympatyczne, zamiast katować cię tym, co złe i nieprzyjazne. W tym celu wyjdź do ludzi, to może być centrum handlowe, park, defilada, cokolwiek, gdzie jest w jednym miejscu więcej osób. Teraz rozejrzyj się uważnie wokół i staraj się wyłapywać w tłumie jak najwięcej przyjaznych twarzy. Powtarzaj to ćwiczenie jak najczęściej. Możesz się zdziwić ile ludzi nie chce cię zjeść.

Sztuczka nr 2.  Uśmiechnij się

Kolejny banał? Niekoniecznie. Kiedy wrzucamy na luz i przestajemy brać życie tak bardzo na poważnie, zyskujemy w wielu sferach życia, w tym także lepiej radzimy sobie z lękiem społecznym. Opowiadaj kawały, oglądaj komedie, wygłupiaj się z dziećmi, śmiej się ze swoich prawdziwych czy domniemanych wpadek. Uśmiechaj się do siebie i do ludzi jak najczęściej. Ważna uwaga: Chodzi mi o wysyłanie pozytywnych sygnałów, a nie o reagowanie uśmiechem na sytuacje, kiedy ktoś cię w ewidentny sposób źle traktuje.

Sztuczka nr 3.  Popełniaj błędy i idź do przodu

Nikt nie jest perfekcyjny. Daj sobie prawo do popełniania gaf i pomyłek. Błędy to nie koniec świata. To jedyna droga do tego, żeby się czegoś w życiu nauczyć. Zaakceptuj swoje wpadki jako naturalną część twojego rozwoju. Nie unikaj konfrontacji, tylko dlatego, ze możesz nie wypaść idealnie. Genialne jest to, że się nie poddajesz i próbujesz wciąż na nowo zmierzyć się z trudnymi dla ciebie sytuacjami. To naturalne, że czujesz się zestresowana. Z czasem powinnaś zauważyć zmiany na lepsze. Ludzie są w stanie przekraczać swoje ograniczenia. Dlaczego więc nie ty? Sama wiesz, że gra jest warta świeczki.

Sztuczka nr 4.  Odważ się zrobić pierwszy krok

Przygotuj sobie zestaw tematów, które zawsze możesz poruszyć. To powinno dać ci poczucie bezpieczeństwa. Dobrych pomysłów na rozpoczęcie rozmowy nie musimy wcale żmudnie poszukiwać. One leżą na ulicy. Zastanów się, co masz wspólnego z człowiekiem, który cię interesuje. Mogą to być na przykład: ładna pogoda, białe wino z Toskanii, gospodarz przyjęcia. Pierwsze zdania służą wyłącznie do przełamywania lodów i dlatego mogą być ogólne. Nie bój się, że brzmią banalnie. Potem pozwól włączyć się sprawom osobistym np. ”To wino piję szczególnie chętnie, bo przypomina mi moją podróż do Florencji”. I słuchaj. Przez ucho często trafia się do serca. Okazuj zainteresowanie bez wygłaszania swojego własnego zdania. Nie próbuj nieproszona wkraczać w życie wewnętrzne innych ludzi. Opłaca się po prostu uważnie słuchać.

Skontaktuj się ze specjalistą

Jeśli jednak wciąż jesteś zestresowana i czujesz, że problem cię przerasta, idź do specjalisty. Podczas terapii lub porady psychologicznej ktoś będzie się tobą intensywnie interesował. Bez oceniania i zobowiązań. Tutaj możesz dowiedzieć się więcej na temat otwartości w stosunku do otaczającego cię środowiska.

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (3)
sortowanie: najstarsze/najnowsze

to ja mam takie "zaparcia" jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, sam na sam z prezesem= koszmar, niezobowiązujące rozmowy z innymi matkami w piaskownicy=tragedia, ale żyje i radzę sobie najlepiej jak potrafię, kilka podpowiedzi z tego tekstu trafiło do mnie np. ta, żeby nie bać się, że rozmowa będzie banalna, bo mnie to spina, wydaje mi się, że rozmowa od razu powinna być porywająca, a jak nie jest to moja wina, ale postaram się wyluzować i mam nadzieję, ze będę radzić sobie coraz lepiej,

gość

No właśnie, jak to jestem taki case: w rozmowach biznesowych pływam jak ryba w wodzie, radzę sobie z najbardziej wk...wionym klientem, wysyłają mnie do beznadziejnych spraw (żeby je uratować, oczywiście), a jak przychodzi do nieformalnych kontaktów, to często gubię się i wychodzę na wycofanego społecznie. NIe wiem, skąd się to u mnie wzięło, ale tak mam. Efekt? Wolę przebywać sam ze sobą, co pogłębia "wycofanie". I koło się zamyka. Chociaż, jak się lubi samego siebie, to można przeżyć sam na sam :)

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij