wtorek, 24 października 2017

Pomaganie innym - droga do nieba czy do piekła?

Cierpimy na chroniczny brak czasu. Lista naszych obowiązków jest długa i wieloodcinkowa niczym „Moda na sukces”. Czy zauważyłaś, że najwięcej robimy coś dla innych i – co gorsza – za innych. Dopiero gdzieś na szarym końcu jesteśmy my same… Stop!

Kolega z pracy kolejny raz z rzędu nie jest w stanie samodzielnie napisać raportu i tylko TY możesz mu pomóc? Siostrze nieustannie wypadają ważne sprawy, a przecież właśnie u CIEBIE jej dzieciom będzie najlepiej? Twój partner samodzielnie opróżnia kosz co najwyżej w komputerze, nie mówiąc o tym, że nie zrobi zakupów, bo to przecież TY wiesz najlepiej, co należy kupić? Najlepsza przyjaciółka bez Ciebie nie wybierze odcienia dżinsów, a sąsiadka komu jak nie Tobie powierzy mission impossible: podlewanie pelargonii pod jej nieobecność?

„Jesteśmy ludźmi i musimy sobie pomagać” – tak myślimy na początku. Potem pękamy z dumy, a poziom naszej samooceny rośnie – jesteśmy „niezastąpione”: bez nas nikt nie dałby rady. Wszyscy nas potrzebują i są zadowoleni z naszej pomocy, skoro proszą o nią jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Pomagamy aż w końcu okazuje się, że gonimy w piętkę. I odkrywamy, że tym, na co poświęcamy najmniej czasu, jesteśmy my same.

Matka Polka nie jest specjalistką od asertywności

Taka sytuacja to klasyczny przypadek „syndromu Matki Polki”, która poświęcanie się dla innych uczyniła sensem swojego życia. Warto zaznaczyć, że gotowość do ciągłego bycia na „tak” nie jest jej świadomym wyborem, tak ją wyuczono od maleńkości, że uśmiechając się wszystkiemu wbrew załatwi sobie dwie pieczenie na jednym ogniu: życzliwość na ziemi i życie wieczne w lepszym świecie. W każdej z nas drzemie mniej lub bardziej ukryta Matka Polka i dlatego boimy się odmawiać. Pomagamy nawet jeśli ktoś potrzebuje pomocy tylko i jedynie z powodu swojego własnego lenistwa. Kieruje nami też strach przed rozczarowaniem innych. To ostatnie często wynika z zaniżonej samooceny – negatywne reakcje na ewentualną odmowę głęboko nas dotykają i wpędzają w poczucie winy. Niesłusznie.

I „tak to się kręci” – powstaje błędne koło i idealna sytuacja dla tych, którzy mają niewielkie skrupuły, by wykorzystać nasz brak asertywności. Mniej perfidni, po raz kolejny zwracając się do nas z prośbą o załatwienie tego, z czym powinni uporać się sami, nawet nie przypuszczają, że nas wykorzystują: po prostu przyzwyczaiłyśmy ich do tego stanu rzeczy. Mogą na nas liczyć, więc po co mają sami się męczyć

Wydostać się z matni

A my zadamy nieco inne pytanie: po co męczyć nas? Czas to zmienić! Sztuka bycia asertywnym nie polega tylko na włączeniu do swojego słownika w ilościach hurtowych słowa „nie”. To szereg czynników, które kształtują postawę osoby świadomej swojej wartości i niepozwalającej się wykorzystywać. Osoby, która zna granice poświęcania się dla innych. Jak się nią stać?

1 - Analiza obowiązków
Przez tydzień zapisujemy, co konkretnie robiłyśmy i jakie wrażenia pozostawił w nas miniony dzień. Czy na wieczór byłyśmy sfrustrowane albo bez życia padłyśmy na łóżko? Szukamy przyczyn takiego stanu rzeczy, przeglądając, jakie obowiązki wykonywałyśmy danego dnia, dzieląc je na trzy kolumny: czynności, które musiały być wykonane właśnie przez nas, zadania, którymi mogłybyśmy podzielić  się z innymi oraz przypadki, gdy, mówiąc kolokwialnie, „orałyśmy nie na swoim polu”. Jeśli czujemy się sfrustrowane brakiem czasu i wykorzystywane przez innych, trzecia kolumna jest z pewnością najdłuższ

2 - Organizujemy czas dla siebie
To nie przypadek, że ten punkt działania jest zaraz na drugim miejscu. Jeśli ustalimy sobie konkretnie, że np. danego dnia spędzamy godzinę w SPA czy w klubie fitness i wcześniej wykupimy karnet, trudniej będzie odwieść nas od realizacji czegoś, co zostało już zaplanowane, wpisane do kalendarza i opłacone. Niby prozaiczne, ale działa. Mgliste „w sobotę sobie odpocznę” może nigdy nie nadejść – w piątek zadzwoni koleżanka z pytaniem, czy nie pomożemy jej jutro w zmianie wystroju mieszkania.

3 - Odświeżamy hobby. I nie kryjemy się z tym!
Łatwo wykorzystywać czas osoby, która wydaje się nie mieć żadnej pasji. Nie pozwólmy, by tak nas postrzegano: nawet jeśli nie potrafimy znaleźć wystarczająco dużo czasu, by spędzić cały dzień na fotografowaniu czy pojeździć konno, nie zaszkodzi, gdy nawet w przypadkowych rozmowach napomkniemy o swoich zainteresowaniach. Nie obejrzymy się, a i czas się znajdzie – nikt przecież nie będzie zawracał głowy osobie, która ma tyle ciekawszych rzeczy do roboty!

4 - Dzielimy się z innymi… obowiązkami
Wiele obowiązków, zwłaszcza tych domowych, to prawdziwy pożeracz czasu. W tym wypadku niezbędna jest współpraca wszystkich domowników, czyli dzielenie się obowiązkami. Nie dziwmy się, że cały dom jest na naszej głowie, skoro wszystkich do tego przyzwyczaiłyśmy, albo uważamy, że tylko my jesteś w stanie „ogarnąć tą kuwetę”. Ustalmy jasne zasady, nawet jeśli miałoby to wyglądać jak grafik sprzątania w mieszkaniu studenckim. Początkowo może być ciężko: nie zdziw się, że Twoja biała sukienka po praniu, które wstawił Twój „Misiu”, jest różowa. W końcu robił to pierwszy raz!

5 - Uzbrójmy się w cierpliwość i… bądźmy twarde
Prawdopodobnie zmiana dotychczas spolegliwego zachowania podziała na innych jak zimny prysznic, wprawiając otoczenie w osłupienie i rozdrażnienie: oto nie jesteśmy już na każde skinięcie ręki, odmawiamy, jak to możliwe?! Nie ma czym się martwić – szok minie, a szacunek do naszej osoby wbrew pozorom zwiększy się. Poza tym asertywność to idealny sposób, by poznać, kto jest prawdziwym przyjacielem. Oni pozostaną, w przeciwieństwie do tych, którzy utrzymywali z nami kontakt jedynie dla swoich korzyści. A to wiedza na miarę złota.

6 - I pamiętajmy, że mimo wszystko naprawdę warto pomagać innym! Byle z umiarem.

KP

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (3)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

Osobiście lubię pomagać,ale bez przesady.Granica między pomaganiem innym,a byciem wykorzystywanym jest bardzo cienka.Życie nauczyło mnie,że lepiej skupić się bardziej na sobie,a dopiero potem na innych i nie chodzi tu o egoizm tylko o fakt,że nasze własne sprawy same się nie załatwią,obowiązki nie znikną tylko namnożą,a osoby którym pomagamy na ogół zapominają powiedzieć nawet słowo:DZiĘKUJĘ,bądz zrewanżować się kiedy my prosimy o pomoc.Asertywność to klucz do sukcesu.

gość

dzieki pomaganiu innym pomagam i sobie nie zadajac nic w zamian , oczywiscie wszystko w granicach moich mozliwosci i czasu

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij