niedziela, 27 maja 2018

Polska kobieta mówi "Nie"

Kiedy decydujesz się powiedzieć „nie” innym, mówisz „tak” sobie.

Pewnie myślisz, że będę cię namawiać na życie, które wyklucza troskę o innych. Otóż nie. Mówię o tym, żebyś zaczęła swoje potrzeby traktować na równi z potrzebami innych. Namawiam cię, żebyś była dla siebie dobra i nauczyła się traktować samą siebie lepiej niż traktowali cię do tej pory inni ludzie.

Kobiety coraz lepiej korzystają z niezależności i prawa do samorealizacji. Jednak sprawnie funkcjonują do czasu, kiedy w ich życiorysie nie pojawi się małżeństwo czy stały związek połączony z wspólnym zamieszkaniem. Ponieważ w słowniku dobrej, polskiej żony bądź partnerki nie ma wiele miejsca na słowo „nie” (a każda żona chce być dobrą żoną), więc można śmiało powiedzieć, że w słowniku większości kobiet będących w związku słowo „nie” jest w zaniku. Ugotować obiad? Tak, oczywiście. Zająć się dziećmi, bo partner ma „ważniejsze sprawy”? Tak, tak. Zapłacić rachunki, zmyć i pozamiatać? Tak, tak, tak!

A jeśli na początku nawet „nie”, to po tym, jak mąż się obrazi na złą żonę, własna mamusia pouczy, że „O męża trzeba dbać!”, a koleżanka podpowie, że „Faceci jak dzieci, oni tak już mają i po co się buntować skoro da się to przeżyć” – to i tak w końcu się powie: TAK, TAK, TAK!

Przecież chcemy być dobrymi żonami. Jak nie będziemy dobrymi żonami, to kim będziemy? Większość z nas nie wie. Mało znamy takich (powiedzmy po 30-stce), które żonami lub w stałych związkach nie są, a te które są samotne traktujemy z lekkim lekceważeniem i same nie chcemy, żeby ktoś nas z takim lekceważeniem traktował. Mąż ma prawo wymagać od partnerki bycia dobrą, bo jego wszyscy koledzy mają dobre żony, które tym kolegom, swoim mężom: Gotują, Sprzątają, Pakują, Prasują, Przygotowują, Dzieci chowają i jak najczęściej starają się być na: TAK, TAK, TAK. Więc szkoda nam naszego męża, którego przecież lubimy, żeby jemu było gorzej niż jego kolegom, więc my też robimy wszystko, żeby być na: TAK, TAK, TAK.

Co naprawdę masz do zrobienia w swoim życiu

Wyuczono nas nie wyrażać swoich potrzeb, nie stawiać jako priorytetu tego, co dla nas jest dobre i ważne. Zawsze znajdzie się w pobliżu ktoś ważniejszy: mąż, dzieci, rodzice, szef, z potrzebami istotniejszymi niż nasze własne.

Taka postawa ciągłej gotowości bycia na „tak” rodzi frustrację. Najpierw się zgadzamy na wszystko, a potem złościmy i żyjemy w wewnętrznym napięciu. Godzimy się, a potem padamy bez sił: wściekłe, zmęczone, rozżalone, rozczarowane, smutne. I kiedy już nie mamy sił ani ochoty żeby cieszyć się życiem, nie wiemy skąd ta słabość. Przecież zrobiłyśmy wszystko, żeby było dobrze.

Dlatego zanim powiesz kolejne „tak”, zastanów się, czy naprawdę musisz? Nie oszukujmy się, żadna z nas nie ma czarodziejskiej różdżki, dzięki której życie zamieni się w jeden wielki radosny pląs po kwitnącej łące. Są obowiązki przed którymi nie da się uciec, takie jak konieczność zarabiania pieniędzy. Ale jest masa rzeczy, na które nie musimy wyrażać zgody. Nie ma potrzeby, żeby marnować czas i energię na obsługiwanie dorosłego w końcu mężczyzny: kanapki może zrobić sobie sam, wyprasować swoje ubrania do pracy, zrobić zakupy i pozamiatać wokół siebie. Dzieci to też wasza wspólna sprawa. Skorzysta wasze życie rodzinne, jeśli ojciec też zainteresuje się zebraniami w szkole i przedszkolu, czy organizowaniem wolnego czasu waszych pociech. Czy to na pewno jest OK, że ty nie masz czasu się wysikać, a on ma nieodwołalnie zajęte wtorki i czwartki na: mecze z kolegami, wizyty na pływalni czy treningi rowerowe? A jeżeli marzysz o podróżach, nie musisz budować domu. Kto śni po nocach o posesji z ogródkiem, niech sam buduje. Nie daj się wciągnąć w realizację cudzych marzeń. Ty masz swoje własne.

„NIE” doda ci skrzydeł

Nie bój się mówić „nie”. To cudowne słowo. Dzięki niemu możesz zadbać o własne interesy, uniknąć pokrętnych rozwiązań, pokazać, że traktujesz siebie poważnie i od innych też wymagasz takiego traktowania. Dzięki mówieniu „nie” odkryjesz, jak wspaniale jest wreszcie zająć się także swoimi potrzebami i przestać być wykorzystywaną.

Oczywiście, jest grupa mężczyzn, którym kobieta, posługująca się słowem „nie” może nie odpowiadać. Nie będą zainteresowani taką kobietą albo będą napuszczać swoje matki, twoje matki i cudze matki i siostry na was. Ale będziecie miały przynajmniej niepowtarzalną szansę dowiedzieć się, na ile ważne jesteście w tym związku wy same, a na ile wartość mają wasze usługi w stosunku do mężczyzny. Dlatego spróbujcie mówić „nie”, coraz częściej, śmielej i głośniej.

Pamiętaj, masz wpływ na swoje własne życie. Jesteś w stanie realizować swoje pragnienia, a nie tylko spełniać oczekiwania innych wobec ciebie. Wyzwolenie z roli uległej, wiecznie uśmiechniętej ofiary oznacza uczciwą walkę o swoje interesy. I zawsze możesz zakończyć nieuczciwy związek z mężczyzną.

Wolność kochać i rozumieć

Na prawo do „nie” trzeba sobie zapracować, dosłownie. Kluczem do wolności kobiet jest niezależność finansowa. Dlatego, jeżeli nie masz w garści swoich własnych, osobiście zarobionych pieniędzy, nauka mówienia „nie” na niewiele się przyda. Twoje „nie”, nie będzie mieć dużej wartości. Kiedy jesteś zależna finansowo, musisz być na „tak” w stosunku do posiadacza portfela, bo zostaniecie odcięte od kasy, a bez pieniędzy nie ma życia. Nie ja ten świat urządziłam. Musisz jednak wiedzieć, że w każdej sytuacji możesz na tyle kontrolować swoje życie, by podjąć działanie i wprowadzić korzystne dla siebie zmiany.

Może wydawać ci się, że jeżeli powiesz „nie”, to ziemia stanie w miejscu, a ty zła kobieto zostaniesz skazana na wieczne potępienie. A że twój partner przestanie cię kochać, jak na to nie zasłużysz, to już pewne. Takie lęki zaganiają do czarnej roboty i każdego dnia zamykają usta tysiącom nieszczęśliwych kobiet.

Jedyne co ci realnie zagraża, to agresja, która może cię spotkać ze strony twojego męża czy partnera, jeśli odważysz się bronić swojego zdania.
Tak, to jest agresja: obrażanie się na ciebie, obrażanie ciebie, wyśmiewanie i podnoszenie głosu. W takiej sytuacji pamiętaj: nikt nie ma prawa tak ciebie traktować.

„Nie” dla początkujących

Dla tych z was, które zapomniały, do czego to słówko może służyć: kilka przykładowych zdań z opisem sytuacji, w których można je zastosować.

1. "Nie, nie ugotuję dzisiaj obiadu.
"
Bo właśnie dzisiaj jest sobota i chcę wyjść do kina, poczytać, poleżeć sobie na kanapie lub poprzyglądać się chomikom w sklepie zoologicznym, bo to cię relaksuje. Nie wdawajcie się w przydługie tłumaczenie, dlaczego „nie”. Nie i już. Nie bój się, nie uśmiercisz szanownego małżonka. Badania przeprowadzone na próbie 1000 mężczyzn dowodzą, że żaden mężczyzna nie ginie z głodu, dlatego, że nie dostał obiadu, śniadania czy kolacji.

2. "Nie, nie pojadę z tobą odwiedzić twojej mamusi."

Próba przeprowadzona na 1000 mamusiach, wykazała, że żadna teściowa nie padła trupem, dlatego ze nie została odwiedzona przez synową, która nie miała na to ochoty. W sumie ani ona tego nie potrzebuje, ani ty. To szanowny małżonek próbuje twoim kosztem budować swoje wyobrażenie o idealnym życiu rodzinnym, które niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. On może jechać, nawet niech zabierze ze sobą dzieci, jeśli takowe posiadacie. Przynajmniej będziesz miała w domu chwilę ciszy.

3. "Nie, ja w tygodniu nie idę na zakupy."

Jeżeli odpuścisz sobie bycie etatowym zaopatrzeniowcem w waszym związku, masz szansę odzyskać na własne sprawy mnóstwo czasu i energii. Jedyne co ci zagraża w dzieleniu się tym zadaniem, to fakt, że będziesz szczuplejsza, jeśli twoja połówka nie okaże się takim dobrym zakupowcem jak ty i wasza lodówka będzie pusta. Lepiej dla ciebie.

4. "Nie, nie wrócę wcześniej do domu."
Jeśli właśnie dobrze bawisz się ze znajomymi na mieście.

 

Naucz się mówić „nie”

A tak się mówi „nie”:

  1. Przyznaj się sama przed sobą, że chcesz mówić „nie”.

  2. Dokładnie wyobraź sobie sytuację, w której powiesz „nie”.

  3. Uświadom sobie wszystkie sposoby, jakimi twój partner będzie chciał twojemu „nie” przeszkodzić: spojrzenia, słowa, gesty, próby nawoływania do porządku, groźby, prośby, wyśmiewanie, obrażanie się itp.

  4. Przygotuj formułę, za pomocą której będziesz się bronić przed tymi naciskami: „Choćby rzucał wściekłe spojrzenia, zachowam spokój i będę zdecydowana!”, „Nawet jeśli wyjdzie i trześnie drzwiami, nie zgodzę się”. „Nawet jeśli będzie mi go żal, pozostanę przy swoim nie.”

  5. Ciesz się tym, co będziesz mogła dla siebie zrobić, dzięki temu, że nie uległaś. Wreszcie masz czas, który możesz zainwestować w siebie. Spotkać się z osobami, które cię ładują pozytywnie. Dokształcić się, rozwinąć, zatroszczyć się o swoje potrzeby, rozwiązać swoje problemy.

  6. Tylko ktoś pewien swojego „nie”, może przekonać o tym innych. Jeśli ktoś wmówi sobie, że nie ma prawa do „nie” albo wmówi sobie, że nie jest w stanie go przeforsować, nigdy nie zdoła tego zrobić!

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (5)
sortowanie: najstarsze/najnowsze

Zgadzam się na NIE ;-)
Sama, odkąd zaczęłam stosować, tak dzisiaj modną, "asertywność" jestem o wiele szczęśliwsza.
W imię słów wygłoszonych przez Oscara Wilde'a:

***To Love Oneself is the Beginning of a Lifelong Romance***

Spójrzmy na tę kwestię od strony miłości... miłości własnej.

Ja dorzuciłabym też kapkę poczucia humoru, niech się wkurza, niech sobie pokpiwa, ja zaraziłam się od koleżanki hedonizmem i dziś zamierzam sobie dogadzać - na taki argument szczęka mu opadnie. A zanim podniesie ją z podłogi, ja będę już w drodze do krainy szczęśliwości.

gość

Mówienie,,NIE" to nauka asertywności,której wiele z nas jeszcze nie zna albo zna,ale boi się stosować,bo gdy odmówimy to myślimy,że koleżanka obrazi się i już nie będzie się z nami przyjażnić,mąż słysząc nasze,,NIE"wykorzysta to słowo w sytuacjach,gdy nam będzie na czymś bardzo zależeć,szefowi to lepiej w ogóle nie odmawiać,bo nie dostaniemy podwyżki i w ogóle po co nam to,,NIE''skoro możemy sobie narobić więcej szkody niż pożytku.Wolimy się nie narażać.I tak właśnie koło się zamyka.Tylko gdzie w tym wszystkim jesteśmy MY DZIEWCZYNY I NASZE WŁASNE POTRZEBY?Czas to zmienić i zdobyć swoją utraconą kontrolę nad własnym życiem i czasem,którego mamy coraz mniej!

gość

1. Nie obronię Cię gdy zaczepi Cię śmierdzący drab w ciemnej uliczce
2. Nie pójdę dziś zarabiać na rodzinę
3. Nie powiozę Cię dziś do pracy
4. Nie naprawię prysznica w łazience i nie przepcham sedesu
5. Nie zaśpiewam Ci o poranku niosąc śniadanie do łóżka: "I'm your man..."

... i nie przytulę Cię gdy będzie Ci smutno asertywna kobieto, bo tego nie potrzebujesz. Przytul się do swojego pluszowego misia Joanno Keszko i płacz nad swoją głupotą...

Leonard Cohen

gość

Jestem asertywna i:
1. Nie chadzam ciemnymi uliczkami.
2. Chcę mieć partnera, nie maszynkę do zarabiania pieniędzy.
3. Mam prawo jazdy i samochód, choć chętniej dla zdrowia i przyjemności wybieram rower.
4. Cóż jest trudnego w naprawieniu prysznica? Toalety nie zapycham.
5. Potrafisz to dobrze zaśpiewać?

Ludzi przytula się z miłości i szczerej chęci pocieszenia, a nie w nagrodę za to, że są grzeczni i potulni i na wszystko odpowiadają "TAK".

gość

W 100% zgadzam się z tym artykułem. Mnie też nauczono (a dorastając sama to w sobie potęgowałam), że jak będę miła i sympatyczna i będę robiła to, czego ode mnie się oczekuje, to dostanę nagrodę - ludzie będą mnie lubić, i będę szczęśliwa w życiu, w pracy, w małżeństwie.
Co do ludzi - lubią kogo chcą, i dziwnym trafem okazało się, że fakt iż byłam miła tylko pobudzał tych nieuczciwych do manipulowania mną i wymuszania na mnie rzeczy, których nie chciałam robić.
W pracy - jakoś faceci i tzw. "jędze" szybciej dostawali to, do czego dążyli...
A gotowanie obiadków, chodzenie na zebrania, prasowanie i sprzątanie nie uchroniło mnie przed katastrofą małżeństwa... I wcale jakoś nie dostawałam nagrody w postaci bezinteresownego przytulenia gdy tego potrzebowałam.
Od jakiegoś czasu ciężko pracuję nad swoją asertywnością, mówię NIE wtedy, kiedy chcę powiedzieć NIE i co się okazało? Że ani ja nie umarłam, ani ludzie mnie nie znienawidzili. Dziś coraz częściej pozwalam sobie na NIE, choć ciągle muszę jeszcze pracować nad czającym się pod nim poczuciem winy, że nie jestem już grzeczną dziewczynką... taką wygodną w obsłudze, z którą nie trzeba się było za bardzo liczyć...

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij