wtorek, 27 czerwca 2017

Niemoralna propozycja, czyli dzień dobroci dla siebie

365 dni w roku jesteś dobra. Dobra pracownica, dobra matka, dobra obywatelka. Dobra we wszystkim, dobra dla wszystkich, najczęściej jesteś niedobra dla siebie. Może nadszedł czas, by to zmienić? Może w najbliższy weekend?

Dla odmiany zrób dobrze sobie:) Przez jeden dzień. Taki eksperyment na własnym organizmie. Spróbuj przez 24h nie robić niczego, na co nie masz ochoty. Jedna doba bez przymusu. Bo to właśnie on jest chyba najpowszechniejszym kobiecym doświadczeniem.

Nie, nie! Nie rzucaj od razu pracy! Nie chodzi przecież o popełnienie spektakularnego samobójstwa, wciąż prawdopodobnie potrzebujesz zarabiać na chleb. Zatem, wszystko w granicach prawa i rozsądku. Naiwnością byłoby, rzecz jasna, sądzić, że możliwe jest całkowite uwolnienie się od przymusu. Wszelkie ideologie wyzwolenia, uwolnienia, odrodzenia to, delikatnie mówiąc, dziecinada. Między bajki można włożyć cudowne recepty na szybką i rewolucyjną odmianę losu. Cudowne recepty i diety cud nie istnieją. Bądźmy poważne – w świecie dorosłych ludzi od przymusu uciec się nie da. Oplata nas gęsta sieć różnych konieczności. Cóż... Co nie oznacza, że nie warto próbować zrobić w swoim zyciu czegoś dobrego dla siebie.

Chomik w kółku

W przypadku kobiet zakres tzw. powinności jest wyjątkowo szeroki. Nie chodzi tu tylko o codzienne zawodowe czy domowe obowiązki. Rzecz nie w tym, że trzeba co rano wstać,  przygotować posiłek, najpierw zaś pójść po zakupy, a do tego konieczne są pieniądze, a żeby zarobić pieniądze, należy udać do pracy, etc. To jest oczywiste, zwyczajne egzystencjalne minimum. Taka podstawowa samoobsługa. Czynności niezbędne dla podtrzymania biologicznego trwania. Tu chodzi o coś więcej, o przymus, który organizuje kobiece życie, obejmuje każdą jego sferę, każdy aspekt. Wdrożona weń od maleńkości nie potrzebujesz żadnej zewnętrznej kontroli, by mu się podporządkować. Twoja wewnętrzna cenzorka nie pozwoli na żaden przejaw niesubordynacji. Zawsze miła, uśmiechnięta, gotowa do pomocy. Altruistyczna, sympatyczna, apetyczna. Zawsze i wszędzie. Koszty nie grają roli. Musisz wysłuchać swojej gadatliwej sąsiadki, choć padasz ze zmęczenia, musisz  zadzwonić do matki, mimo świadomości konsekwencji tej brawury, musisz umyć włosy – co z tego, że leżysz z gorączką na antybiotyku, i musisz wreszcie wyciągnąć te majtki spod łożka. Wiesz, że musisz to zrobić. Skąd wiesz? Po prostu wiesz. Jak perpetuum mobile napędzasz się sama w zaklętym kręgu niepodważalnych konieczności.

Avanti!

Najwyższy czas, by ukąsił cię wąż buntu! Daj sobie szansę. Podejmij wyzwanie i postaraj się przeżyć JEDNA PEŁNĄ DOBRĘ, nie wywierając na sobie samej żadnej presji. Nie wykonuj czynności, których nie chcesz wykonywać. Jeżeli nie masz na coś ochoty, zrezygnuj z tego. Pozwól sobie na słabość, bądź dla siebie łaskawa. Niewykluczone, że dzięki temu lista twoich powinności znacząco się skróci. Być może nie nastąpi żadna katastrofa, jeżeli czasem zwyczajnie odpuścisz. Mimo, że majtki nadal leżą pod łóżkiem, świat nie stanął w miejscu, słońce nie zgasło, rzeki nie płyną pod górę.

Świadomość tego faktu jest absolutnie kluczowa! Ciągłemu przymusowi wewnętrznemu towarzyszą bowiem obawy przed niesprecyzowanymi, niezwerbalizowanymi, ale poważnymi konsekwencjami. Żeby eksperyment się udał, niezbędna jest więc analiza potencjalnych zagrożeń. Ważne, by uświadomić sobie prawdziwy ciężar gatunkowy wszystkich swoich powinności i kar grożących za ewentualne zaniechania.

Zatem, co okropnego się stanie, gdy grzecznie przeprosisz sąsiadkę i udasz się do domu? Prawdopodobnie nic! Obawa, że możesz zostać uznana za osobę niesympatyczną lub nieuprzejmą nie pozwalała ci dotąd na odmowę wysłuchania po raz kolejny tej przemiłej skądinąd, ale strasznie męczącej kobiety? Cóż, istnieje pewne ryzyko, że wrażliwa sąsiadka poczuje się trochę dotknięta. Tylko, co z tego? Ano właśnie –  nic. Żadne nieszczęście sie nie stanie, sąsiadka, nawet obrażona, prawdopodobnie nie naśle na ciebie płatnych zabójców. Foch zaś przejdzie jej zapewne w ciągu tygodnia. Dobrze wiesz, czym się skończy rozmowa z matką. Chciałabyś odpocząć i po całym tygodniu pracy już się więcej nie denerwować. Nic z tego! Musisz do niej zadzwonić. Tak robią dobre córki, a ty jesteś dobrą córką. Najlepszą. Spokojnie, szansa na to, że rodzicielka skreśli cię z testamentu jest raczej niewielka. Albo: twój ukochany nie powinien oglądać cię w takim stanie, bo seksowny błysk w oku (38,9ºC) nie komponuje się zbyt dobrze z nieświeżą fryzurą. Właściwie miałaś leżeć w łóżku, ale jak bardzo umycie głowy może zaszkodzić? Sam lekarz powiedział, że to “lekkie” zapalenie płuc, a ty musisz jakoś wyglądać, kiedy on przyjdzie! Poprawka – musisz, ale wyzdrowieć. A kochany (ale przede wszystkim kochający) mężczyzna to wie. Ty też powinnaś. A majtki? Twoje majtki świadczą o tobie. Wszystko świadczy o tobie. Czas skończyć z takim myśleniem! Nie ma sensu tracić życia w dramatycznej próbie objęcia kontrolą całej rzeczywistość w obawie, że każda jej niedoskonałość może być wykorzystana przeciwko tobie. Majtki pod łóżkiem nie oznaczają, że jesteś niechlujna czy leniwa, tylko, że np. bardzo się akurat spieszyłaś. I tylko tyle. Nie definiują cię jako człowieka. Leżą sobie spokojnie pod łóżkiem i jeszcze chwilę poleżą. Zresztą, nawet ich nie widać...

Pierwszy dzień reszty twojego życia

Dzień, w którym to wszystko stanie się jasne będzie prawdziwym przełomem. Regularne praktykownie ćwiczenia pozwoli ci wyselkecjonować i określić sprawy naprawdę i obiektywnie konieczne do wykonania. Nie okaże się zapewne i niestety, że jedyne, co w życiu musisz to umrzeć i zapłacić podatki (takich rzeczy to nawet chyba w Erze nie ma...). Możesz jednak niebagatelnie zwiększyć sferę swojej niezależności (wobec stereotypowych kulturowych i społecznych wzorów, wiecznych wymagań i oczekiwań otoczenia). Porzucić swoje chomicze kółko i wybrać wolność. A tam step szeroki, świat daleki... Wyrwanie sie spod kurateli wewnętrznej strażniczki (nader często stosującej środki przymusu bezpośredniego) to także więcej wyrozumiałości dla siebie oraz większy dystans do innych i świata. Więcej czasu, więcej luzu, więcej energii, której nie będziesz bezsensownie wydatkować. Pomyśl tylko – dzwonisz do kogo chcesz i kiedy chcesz (nielicząc świąt, imienien i urodzinJ), spokojnie i nieestetycznie chorujesz, zaś majtki... hmm, leżą w zależności od okoliczności;). To całkiem niemały zysk z tej małej rewolucji. Zwolnienie samej siebie z nieustannej realizacji programu maksimum to po prostu najlepszy prezent, jaki możesz sobie dać. Bez pieniędzy i bez okazji. Warto spróbować, choć jak nie chcesz, to nie musisz...

JS

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (2)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

Super artykuł! Barbarella jest the best! Każdy Wasz tekst czytam z przyjemnością.

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij