czwartek, 23 marca 2017
lelo mona 2

Wibratory na salonach: gwiazdy i ich gadżety erotyczne

Największe gwiazdy pop kultury coraz chętniej opowiadają o swoich gadżetach erotycznych. Dzięki temu więcej kobiet na całym świecie również sięga po wibratory. Czyżby kobiety nie musiałyby już się więcej kryć się z tym, że do udanego seksu potrzeba nie tylko penisa w wzwodzie, ale też atmosfery dobrej zabawy? To by było bosko.

Jeszcze nie tak całkiem dawno kobiety były straszone wibratorami. Mówiło się, że to gadżet dla niewyżytych kobiet, których żaden porządny mężczyzna nie może zaspokoić. Że to zabawka dla desperatek, które nie potrafią złapać prawdziwego kochanka. Jednym słowem: był to przedmiot pożądania, z którego posiadaniem lepiej się nie obnosić. Teraz poważne gazety takie jak Financial Times piszą z uznaniem o najlepszych wibratorach dla kobiet i dla par, a gwiazdy pokroju Halle Berry z uśmiechem dają się „złapać” przed wejściem do butiku z eleganckimi gadżetami erotycznymi. Nareszcie o wibratorach zaczęły mówić osoby, które naprawdę ich używają i wiedzą, jakie to jest fajne i przyjazne dla kobiet.

Samantha była pierwsza

Zmiana społecznego odbioru wibratorów zaczęła się od popkultury.  Kulturoznawcy wskazują na serial „Seks w wielkim mieście” jako pionierską narrację o wibratorach. Otóż pełna seksualnych zahamowań i obyczajowo konserwatywna Charlotte York odkrywa swoją seksualność dzięki wibratorowi-królikowi. Ten idealny typ wibratora dla kobiet rozpoczynających swoją przygodę z erotycznymi gadżetami, przemienił Charlotte z neurotycznej bigotki w rozpromienioną dziewczynę. W ten właśnie sposób rozpoczęła erozja dotąd pokutującego skojarzenia, łączącego gadżety erotyczne ze światem wulgarnych sex shopów – wypustek baronów pornografii, które niczym macki wypełzywały w przestrzeń publiczną. Kobieca popkultura odkryła przed kobietami sex-shop właśnie dla nich, który nie wygląda, jak plan zdjęciowy mrocznego kryminału o dewiantach.

A potem trafiły na szpalty szacownych gazet i do wywiadów z celebrytami

Po karierze w filmie gadżety erotyczne zagościły na łamach poważnej prasy. Branżowy Canadian Business pisze o wibratorze We-Vibe II kanadyjskiej firmy Standard Innovation Corporation niemal jak o produkcie narodowym. Mówienia o nich nie unikają najwięksi nadawcy telewizyjni i radiowi (poza Polską rzecz jasna). Od dłuższego czasu tematyka gadżetów erotycznych regularnie gości na łamach kobiecych czasopism lifestyle’owych (poza Polską rzecz jasna).

Ale to nie wszystko, gdyż jak głosi stare hasło, jest prawda czasu i prawda ekranu. Kolejną zmianą w przestrzeni medialnej była otwartość żeńskich gwiazd dotycząca ich własnej seksualności. I nie chodzi tutaj o wątpliwej jakości nagrania erotycznych wyczynów, które – nie wiedzieć czemu – zawsze w tajemniczy sposób giną z sejfów gwiazd i gwiazdeczek i odnajdują się w redakcjach plotkarskich mediów, a potem kończą na YouTube. Chodzi o znane i lubiane aktorki, które bez skrępowania, co nie oznacza, że obscenicznie, opowiadają o swoim podejściu do seksu.

Za przykład mogą tutaj posłużyć aktorki kreujące bohaterki serialu „Desperate Housewives” („Gotowe na wszystko”). Teri Thatcher – grająca Susan Mayer, samotną matkę desperacko próbującą uporządkować swoje życie uczuciowe – mówi, że dzięki cudownym elektronicznym gadżetom nie wie, po co komu faceci. I dodaje: „Sądzę, że jeżeli kobieta mówi, że nie ma wibratora, to po prostu kłamie”. Koleżanka z planu, Eva Longoria, czyli serialowa Gabrielle, obiekt męskich westchnień, przyznała bez ogródek, że najlepsze orgazmy jej życia zawdzięcza wibratorom. Jednym z jej ulubionych prezentów zaręczynowych był ekskluzywny wibrator, którego nasadę zdobią kryształy firmy Swarovski.

Taki podarunek weselny może wydawać się ryzykowny, ale Longoria nie ukrywa od dłuższego już czasu swojego otwartego nastawienia do wibratorów. Takie podejście się opłaca, bo dzięki temu dość często otrzymuje erotyczne gadżety w prezencie. Jak sama przyznała, najlepszy prezent w jej życiu to był wibrator-królik. Dodajmy, że fanklub wibratorów-królików jest spory. Doznania płynące z ich używania chwali sobie też Geri Halliwell, która mówi, że królik rewelacyjnie odpręża i jego jedyną wadą jest to, że nie można się do niego przytulić. Lindsay Lohan – która ostatnio wcieliła się w postać Elizabeth Taylor w biograficznym filmie „Liz & Dick” – swego czasu rozesłała, jako prezent 12 królików z limitowanej dizajnerskiej serii swoim kumpelom od imprezowania, między innymi Kate Moss. Halle Berry jest stałą bywalczynią hollywoodzkiego sex-shopu The Pleasure Chest. Aktorka Anne Heche, znana propagatorka zabawek erotycznych twierdzi, że „Wibratory są wspaniałe – chronią kobiety przed przypadkowym i głupim seksem”.

Raperka Missy Elliot dała upust swojej słabostce do wibratora-motylka we własnej twórczości, rymując: „I got a bag full of toys and I don't need none of your bad boys”. w kawałku „Toyz”. Reprezentantki innych stylów muzycznych też lubią wibratory. Taylor Momsen, wokalistka rockowego zespołu The Pretty Reckless, jeszcze jako 16-letnia gwiazdka serialu „Gossip Girl” bez zażenowania opowiadała, że nie ma chłopaka, a jej najlepszym kumplem jest wibrator. Nic dziwnego, że takie deklaracje musiały zwrócić uwagę ich kolegów z branży. Dave Stewart połączył siły z firmą JimmyJane, czego efektem był ekskluzywny wibrator po 1000 funtów sztuka, przyozdobiony wersami z utworu Stewarta „Let's Do It Again” oraz czarnymi diamentami.

Raper 50 Cent swego czasu zapowiadał linię wibratorów, mających być odlewami jego męskości, ale wyobrażamy sobie, że to byłby produkt już tylko dla naprawdę wiernej grupy fanek i fanów piosenkarza…

Jestem fanką wibratorów

Cieszy mnie ogromnie taka zmiana w podejściu do wibratorów. Jestem wielką zwolenniczką gadżetów erotycznych, a zabawny i radosny seks to jest coś, w co wierzę. Zmysłowe gadżety zawsze stoją po stronie kobiet - przyznają nam prawo do przyjemności, do podążania za naszymi erotycznymi pragnieniami, do pozwalania sobie na więcej. Każdy z nas ma wewnętrznego cenzora, który odbiera nam radość z seksu (i radość z życia). Warto wyrwać się z zimnej kurateli samokontroli. Zaprzyjaźnianie się ze swoją seksualnością to coś, co nas wzbogaca. Warto dać sobie pozwolenie na przyjemność, na odrobinę szaleństwa i na odkrywanie tego, co nas kręci i co nas podnieca, bez względu na to, czy mieszka się w Hollywood, Los Angeles, Paryżu, Krakowie czy Radomiu.

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (7)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

Wibratory to dobry wymysł. Pomagają wielu kobietom, jak i wzbogacają życie intymne. Jednakże taki eshibicjonizm w mówieniu o nich, przypomina nic innego jak publiczne prostutuowanie się. Chyba coś tu nie tak. Przesada w niczym nie jest wskazana.

gość

To nie ekshibicjonizm, tylko zwykłe mówienie o zwykłych rzeczach. Tak jak wiele kobiet przyznaje, że lubi buty, kosmetyki ;)

gość

to super, że kobiety w normalny, zabawny sposób zaczynają mówić o seksie, przynajmniej z takich rozmów o seksie wreszcie można się czegoś dowiedzieć - chociażby jaki gadżet jest fajny, zamiast wysłuchiwać przechwałek w stylu:"kochamy się i jest nam fantastycznie", teraz przynajmniej wiadomo konkretnie o co chodzi z tym "fantastycznie":)

gość

hej, wyobrażacie sobie polskie gwiazdy przyznające sie do zabawy z wibratorami? Kasia Cerekwicka, albo kasia Cichopek,albo w M jak Miłość jedna bohaterka kupuje drugiej piekny, wibrujacy gadżet, ech, pomarzyć mozna....w polskich serialach kobiety tylko polują na męża, a nie na orgazmy...

gość

Ja bym tak od razu nie skreślała polskich seriali. Kto wie czy producenci nie kombinują jakby tu stworzyć polską wersję "Seksu w wielkim mieście";)

gość

chyba "seks w wielkiej parafii" :)

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij