niedziela, 30 kwietnia 2017

„Pięćdziesiąt twarzy Greya” - lepsze sado-maso w sypialni niż udawanie orgazmów na wieki

Oszałamiający sukces książki „Pięćdziesiąt twarzy Greya” wstrząsnął całym zachodnim światem. To, że kobiety masowo wykupują powieść, której fabuła toczy się od jednego ostrego rżnięcia do kolejnego, wprawił w osłupienie nawet największe światowe media. A wytłumaczenie jest proste, choć dla wielu zaskakujące: otóż okazało się, że KOBIETY TEŻ MOGĄ LUBIĆ SEKS. I to kobiety w każdym wieku. A to niespodzianka!
 
Zupełnie nie dziwi mnie, że wielu komentatorów w Polsce i na świecie nie może zrozumieć, dlaczego miliony kobiety chcą czytać „Pięćdziesiąt twarzy Greya” (ang. „Fifty Shades of Grey”) – ten zaskakujący mariaż słodkiego romansidła z ostrym porno.
 
Ich zaskoczenie wynika z tego, że w rozmowach na temat seksu wciąż brakuje kobiecej perspektywy. Kobieca seksualność jest przedstawiana dwubiegunowo: na jednym końcu mamy młode kobiety, które poucza się, jak się mają zachowywać i ubierać, żeby podobać się potencjalnym kandydatom na mężów i jednocześnie nie prowokować spokojnych gwałcicieli. Na takie kobiety tworzy się paragrafy, z góry zakładając, że jeśli tylko im się pozwoli, to nie będą robić nic innego tylko uprawiać seks, zachodzić w ciąże i masowo dokonywać aborcji. Z drugiej strony mamy kobiety dojrzałe około 40-tki, którym wmawia się, że eleganckie jedzenie bezy i robienia konfitur jest im bardziej do życia potrzebne niż umiejętność osiągania orgazmów dla siebie samej i przez samą siebie.
 
ODKRYCIE nr 1: Penis nie jest odpowiedzią na wszystkie pytania związane z kobiecą seksualnością
 
Kobiety chcą czytać „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, bo wreszcie ktoś odkrył, że posiadanie cipki nie robi z kobiet obiektów zaprogramowanych tylko i wyłącznie do zaspokajania potrzeb seksualnych mężczyzn. Okazuje się, że kobiety też mają marzenia, fantazje, potrzeby erotyczne i chcą korzystać z prawo do najdzikszych nawet orgazmów.
 
I to jest ta zaskakująca nowość, bo w naszej kulturze pragnienia kobiet były i są okrawane głównie na miarę męskich fantazji. „Normalnej” kobiecie ma wystarczyć penis. Niezliczone artykuły polecają różnego rodzaju pozycje seksualne, niekończące się konferencje debatują o problemach z erekcją, ogromna ilość porad poucza kobiety „co zrobić, żeby jemu było dobrze”. O seksie pisze i mówi się całkiem sporo, ale wciąż w ten sam i jeden sposób: penetracja, penetracja i penetracja. A penetracja to jest najlepsza droga do orgazmu, ale... dla mężczyzn. Kobiety potrzebują czegoś więcej: przyznania im także prawa do posiadania własnych fantazji bez narażania się na ryzyko, że zostanie się posądzoną o rozwiązłość, nienormalność, brak równowagi emocjonalnej i moralnej. Dla kobiet liczy się także atmosfera zabawy w łóżku i stymulacja łechtaczki. I to wszystko czytelniczki dostrzegły w erotyczno- miłosnych perypetiach pana Greya i panny Steel.
 
ODKRYCIE nr 2: Seks może być przyjemny i różnorodny
 
„Pięćdziesiąt twarzy Greya” to książka, która nareszcie mówi, że pożądanie i seksualne pragnienia także w wydaniu kobiet to nic złego, a nawet mogą być źródłem przyjemnych doznań i dużych emocji. Książka pokazuje, jak ważną sferą życia może być seks i że celebrując tę sferę życia, kobieta nie tylko nie zamienia się w niewyżytą rozpustnicę, ale wręcz przeciwnie – nabiera pewności siebie i zaczyna czuć, że żyje.W tej powieści seks nie jest sprowadzony tylko i wyłącznie do penetracji. Mamy tutaj scenariusze erotyczne, szczegółowo planowane i przygotowywane przez kochanka, mamy różne zabawki i gadżety erotyczne (dildo, kajdanki, opaska na oczy, skórzana packa, szarfy do wiązania, kulki gejszy, lubrykant), mamy nabrzmiałą z pożądania łechtaczkę oraz antykoncepcje jako oczywistą część seksu. Jest też wreszcie dużo rozmów o seksie. Bohaterowie powieści nie udają „po wszystkim”, że właściwie nic się nie wydarzyło.
 
I co z tego, że wszystko jest zatopione w stylistyce sado-maso? Moim zdaniem, i jak widać milionów czytelniczek na całym świecie, lepsze sado-maso w sypialni niż udawanie orgazmów na wieki.
 
Normalne kobiety, które mogą lubić seks
 
Pomimo tego, że książka jest kiepsko napisana, pomimo tego, że pomysł jest banalny i nieżyciowy jak fantazje z bajek Disneya (czyli piękny i bogaty spotyka młodą i niewinną, i chcą żyć razem i mieć dużo seksu), pomimo tego, że choć autorka opisuje ostre sceny, takie jak okładanie kobiety szpicrutą, to jednak nie pozwala sobie na używanie słów „cipka” i „wagina” – pomimo tego wszystkiego i tak mam nadzieję, że Polki będą szturmować księgarnie, że będą podniecać się czytając scenariusze erotyczne wymyślone przez E L James i potem będą tworzyć własne.
 
Marzy mi się, żeby dzięki popularności „Pięćdziesięciu twarzy Greya” zaczęło się wreszcie również w polskich rozmowach na temat seksu uwzględniać kobiecą perspektywę. Żeby skończyło się sprowadzanie doświadczeń erotycznych tylko i wyłącznie do penetracji i wmawianie kobietom, że odpowiedzią na każde ich pytanie związane z seksualnością ma być PENIS. Może już za kilka lat Polki nie będą musiały się wstydzić swoich pragnień seksualnych, ani bać się, że zostaną z ich powodu wyśmiane lub poddane surowemu osądowi moralnemu, a zamiast tego będą mogły cieszyć seksem skrojonym na miarę własnych potrzeb. Czego sobie, wszystkim paniom i również panom życzę. Bo kiedy kobieta dobrze czuje się w sypialni jej partner tylko na tym korzysta.
 
A ja na portalu Barbarella.pl będę dalej niestrudzenie namawiać wszystkie Polki do tego, żeby pozwalały sobie na więcej, zarówno w seksie, jak i w każdym innym aspekcie swojego życia.
 
Niemoralne scenariusze
Mam cipkę
Jaki rodzaj uległości cię kręci?
Jak mieć 200% więcej zabawy w łóżku?
Karnawałowe gry miłosne czas zacząć! [wideo]
 
Joanna Keszka


„Pięćdziesiąt twarzy Greya” (ang. „Fifty Shades of Grey”), E L James, polskie wydanie: wydawnictwo Sonia Draga

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (8)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

kiedy książka będzie w księgarniach?

gość

Durnota! Robią kobietom wode z mózgu. No naprawdę, czytając takie teksty dochodzi się do wniosku, że kobiety to biedactwa, które o orgaźmie sluchają jak o jakimś micie. Do tej pory bowiem usłóugiwały męzczyznom i uprawiały seks w celach prokreacji. Nie obrażajcie naszej inteligencji. Kobiety naprawdę wiedzą co to przyjemność w seksie, a ich partnerzy potrafią doprowadzić je do granic ekstazy. Nie wiem na jakim świecie żyje autorka artykułu. Halo! Proszę pani my wiemy co to dobry seks!

gość

z mojego doświadczenia wynika, że łatwo mieć "dobry seks" kiedy się niewiele oczekuje i niewiele próbuje, jak się zaczyna chcieć trochę więcej, wtedy nikt mi nie wmówi, ze jest łatwo, po pierwsze samej czuje się niepokój: czy ze mna wszystko w porządku, czy nie przesadzam, moze niepotrzebnie komplikuję: wibrator, kajdanki, klapsy, zabawy w łóżku - nie wiadomo z kim o tym porozmawiac, bo wszyscy wokół udaja, że albo nie ma tematu seksu w ogóle, albo, że jest po prostu super - bajka ( akurat ), po drugie: znaleźć mężczyzne, ktory zaakceptuje i doceni kobiete, która nie tylko spełnia jego fantazje, ale ma też własne, to kolejna sztuka, ja staram się pamiętać o sobie, ale dopiero się tego uczę pomimo, że wiekowo jestem juz dojrzała kobietą, a może właśnie dlatego nie uważam już, że jest "łatwo" ale widzę rzeczy takimi jakimi są

gość

Rozumienie swoich potrzeb w związku to podstawa. Jeżeli nie umiemy o tym mówić, a przede wszystkim gdy nie spotykamy się ze zrozumieniem, to sygnał, aby zakończyć taki związek.

gość

Super artykuł, fajnie że w Polsce nareszcie ktoś potrafi zabawnie i inteligentnie pisać o seksie.

A co do samej książki, to jeszcze nie czytałem. Ale zaciekawiony tym, że moja żona pochłonęła ją migiem w kilka dni (wersja angielska), spojrzałem do niej tu i tam i trafiłem na scenę "rżnięcia" w wannie. Bardzo romantyczna i bardzo soczysta. Oto jak dwoje ludzi może zatracić się w sobie i czerpać radość z miłości - również fizycznej. Przeczytałem ten fragment z przyjemnością.

Jak pisałem wcześniej, książki nie czytałem, ale słyszałem o niej już tyle, że sam zacząłem testować na żonie myki z książki. Na przykład powiedziałem do niej czule: "Dziś wieczorem chcę złoić ci tyłeczek". Zobaczyłem błysk w jej oku i uśmieszek na twarzy. Chyba jednak przeczytam tę książkę.

łatwo - robi się laskę, bo to wszyscy znaja i faceci tego oczekuja, trudno - zacząć razem bawić się w łóżku, bo mężczyznom się nie chce się postarać bardziej, bo kombinują: a po co, a co źle było, tak jak przedtem? i znowu chcieliby wrócic do robienia lasek, fajnie jest od czasu do czasu zrobić laskę, byle nie tylko to i nie cały czas, uważam, ze dobrze, ze zaczyna się głosno mówić o różnych rzeczach, które można w łóżku robić razem, zamiast robić tylko "to co zwykle",

gość

Znajoma właśnie pożyczyła mi egzemplarz książki. Wygląda na to, że mam już lekturę na weekend.

gość

Pierwszy fajny artykuł jaki przeczytałam o tej książce:) Bardzo mnie cieszy, że ktoś jej nie potępia! W pełni zgadzam się z tym artykułem, z każdym słowem w nim napisanym:) Polecam przczytac, ale najpeiej w oryginale, bo w polskim oficjalnym łumaczeniu książka traci wiele uroku (ale jesli ktoś ma jej wcale nie przeczytac- to już niech lepiej sięgnie naet po to polskie tłumaczenie);) Serdecznie polecam!

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij