wtorek, 28 marca 2017
Proud "Slut"

Nie znaczy nie - panie profesorze Starowicz!

Slutwalk to ogólnoświatowa pro-kobieca akcja. W największych miastach naszego globu są organizowane pochody. Uczestnicy sprzeciwiają się milczeniu i przyzwoleniu na komentarze typu „sama się o to prosiła”, „mogła nie ubierać się w taki sposób” padające pod adresem osób skrzywdzonych na tle seksualnym. Nareszcie Slutwalk – nazwany w naszym kraju marszem „Puszczalskich” – dotarł do Polski. To już jutro, w sobotę 1 października o godz. 15-stej w Gdańsku.

Na początku tego roku w Toronto odbywał się wykład dla studentów prawa. Prowadzący prelekcję oficer policji wyjaśnił słuchaczom i słuchaczkom, że jeśli kobieta chce uniknąć gwałtu, nie powinna ubierać się jak „dziwka” [ang. „slut]. Tak narodził się Slutwalk. Kobiety w proteście na te słowa zorganizowały marsz przed siedzibą policji w Toronto. Wydarzenie przyciągnęło tłumy ludzi, którzy chcieli stanąć po stronie kobiet/ofiar seksualnych przestępstw. Jeżeli ktoś jest wykorzystywany seksualnie to winny jest sprawca. Koniec, kropka. Tu nie ma i nie powinno być żadnego „ale”.

Ta sprawa jak widać nie była tak oczywista dla policji, nie jest też niestety zrozumiała przez dużą część zachodniego społeczeństwa. Na naszym rodzimym gruncie mamy takie znane powiedzenie „gdyby suka nie dała, to pies by nie wziął”. Marsz Puszczalskich w Gdańsku to świetna okazja, aby przypomnieć, że kobiety są ofiarami przestępstw seksualnych niezależnie od tego, w co są ubrane. Większość ataków ma miejsce pomiędzy osobami, które się znają, a ubranie się „jak dziwka” nie jest zaproszeniem do gwałtu. Ubieramy się do pracy, do klubu, na jogę, na spacer z psem, a nie po to, żeby zostać zaatakowanymi i skrzywdzonymi.

Kobiety są wciąż poddawane wyśrubowanym presjom społecznym. Mamy wyglądać seksownie, ale nie wyzywająco. Jeśli przekroczymy tą cienką linie, to znaczy, ze jesteśmy podejrzane i współwinne. Wiele kobiet w naszym kraju nie zgłasza do policji zawiadomień o gwałcie, bo boją się spirali niekończących się tłumaczeń, że to nie ona go zachęciła czy sprowokowała do przestępstwa. W zasadzie, jeżeli dziewczyna chodzi do klubów i nosi krótkie spódniczki, to nie powinna skarżyć się, że została skrzywdzona. Sama jest sobie winna. To chore myślenie. „Nie” znaczy „nie”, a ktoś, kto został zgwałcony jest ofiara i należy się takiej osobie pomoc, wsparcie i ochrona przed sprawcą, a nie dociekanie, w co była ubrana i jak się zachowywała.

Przypomnę jeszcze fragment mojego artykułu ”Pójście z nim na randkę, nie oznacza zgody na seks”: Kobieta ma prawo powiedzieć „nie” w każdym momencie, zarówno zanim zacznie uprawiać seks, jak i w trakcie.

W swojej naiwności sądziłam, że stwierdzenia „sama się o to prosiła” odeszło już do lamusa. Niestety nasze wybitnie pro-rodzinne i anty-kobiece społeczeństwo miewa całkiem odmienny pogląd na ta sprawę: „czego się spodziewała, skoro poszła z nim do mieszkania?”, „sama tego chciała” lub „sprowokowała go”.

Ta brudna logika opiera się na założeniu, że ofiara sama była sobie winna. Jeśli znała sprawcę, jeśli jej brutalnie nie okaleczył i jeśli przeżyła, to o co cały raban? Tylko tyle, że w trakcie zabawy „jej się odwidziało”? Z takiego myślenia wyłania się obraz mężczyzny, który jest jak dzika bestia i nie potrafi się kontrolować oraz kobiety, która jeśli akurat jest 2 nad ranem, ma na sobie krótką spódnice i makijaż, albo zgodziła się być sama na sam z mężczyzną, to automatycznie akceptuje przemoc seksualną.

O tym, jak trudno być kobietą w Polsce i jak potrzebne są akcje takie jak Marsz Puszczalskich, niech świadczy fragment książki pt. „Lew Starowicz o kobiecie” cytuję:

Pytanie: Przyjęło się uważać, że gdy kobieta mówi „nie”, to znaczy „być może”.
Odpowiedź Lwa Starowicza:
To prawda, mężczyźni na pewnym etapie gry damsko – męskiej nie traktują kobiecych słów wprost. Tymczasem – podobnie jak feministki – uważam, że kobieta na każdym etapie nawiązywania relacji z mężczyzną ma prawo powiedzieć „nie”. Wielu mężczyzn wciąż uważa, że po przekroczeniu pewnej granicy to prawo niejako traci. Oni nie potrafią się już wycofać [!!! - przyp. Red.]. Co więcej, wiedzą, że kobieta często mówi „nie” wyłącznie z poczucia winy. Czyli doprowadza do sytuacji łóżkowej, po czym zaczyna się wycofywać, podświadomie licząc na przełamywanie jej oporu. Po takim seksie ona będzie miała poczucie, ze nie jest winna [!!! - przyp. Red.], że została przymuszona. I z takim przekonaniem będzie jej lepiej.

Taki tekst jest przerzucaniem odpowiedzialności za seksualną przemoc na kobiety, bo to my jesteśmy odpowiedzialne za to, że dopuściłyśmy do etapu, na którym „oni nie potrafią się już wycofać”. Czy te cytat nie przypomina wam słów policjanta z Toronto, który uważał, że jeśli kobieta chce uniknąć gwałtu nie powinna ubierać się jak dziwka? Nasz polski seksualny guru idzie nawet dalej. Według niego kobieta ma prawo powiedzieć „nie”, ale... męska natura jest taka, że w pewnym momencie po prostu nie może się wycofać, a kobieca taka, że właściwie lubi być przymuszana. Po co Pan Profesor rozpisuje się na temat kryminogennych schematów w książce dla kobiet? Przecież to tylko je utrwala. I na dodatek nie widzę w wypowiedzi profesora Lwa-Starowicza potępienia dla męskich wyobrażeń, że kobiece „nie” może oznaczać „tak”. Przerażające. Wyobrażacie sobie mieć kogoś o takim sposobie myślenia jako eksperta na sali sądowej podczas sprawy o gwałt?

Ja mam na ten temat inne zdanie niż Lew Starowicz. Istnieje coś takiego jak ”koncepcja progresywnego przyzwolenia”. To dotyczy seksu w każdym kontekście. Koncepcja progresywnego przyzwolenia opiera się na tym, że zgoda na jedną rzecz nie oznacza automatycznej zgody na druga rzecz. Jeśli idziesz z nim do domu, to nie znaczy, że automatycznie zgadzasz się na seks. Może tylko chcesz go pocałować albo zdecydujesz dopiero gry się tam znajdziecie. Może zgadzasz się na pewien rodzaj seksu, a nie inny. Może zgadzasz się na seks z jedną osobą, a nie z dwoma. Może zgadzasz się z mężczyzną, który ci się podoba, ale nie na oczach jego kolegów. Może miałaś ochotę na seks godzinę temu, ale już ci przeszło. Teraz chcesz wracać na imprezę albo prosto do łóżka i spać. Oczywiście obie strony mają prawo odmówić w każdej chwili – nie tylko kobieta. Czy to tak trudno zrozumieć?

Gratuluję dziewczynom z Gdańska, że dzięki nim Marsz Puszczalskich dotarł także do naszego kraju. I mam nadzieję, że na tym marszu sprawa się nie skończy.

Marsz "Puszczalskich", Gdańsk, 1 października 2011, godz 15:00 pod "Krewetką"
Szczegółowe informacje na Facebook’u:
https://www.facebook.com/pages/MARSZ-PUSZCZALSKICH-Gda%C5%84sk/200954339...

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (10)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

Proszę wybaczyć, ale słowa Profesora odczytuję jako diagnozę sposobu myślenia a nie jego przekonanie. To zasadnicza różnica i zarzut jaki stawia mu się w tym artykule jest nieadekwatny. Zbam poglądy Profesora (sam je zresztą tutaj podkreśla) i nie bardzo rozumiem ten atak na Niego. Owszem - Jestem feministką, owszem, zgadzam się z poglądem, że NIE zawsze musi być przez mężczyznę traktowane jako NIE a nie BYĆ MOŻE. Niezależnie od stroju, okoliczności i ochoty. Sama walczę o to, żeby ofiary gwałtu ( w każdej postaci - również domowej, rodzinnej) traktowane były przez policję i prokuraturę jako ofiary, a nie niezdecydowane panienki. I w tej walce Profesor jest sprzymierzeńcem, którego poglądy niejednokrotnie są pomocne w uświadamianiu urzędasom ich obowiązków. Pozdrawiam. Jolanta Klamczyńska

gość

Mnie również wydaje się, że słowa Starowicza zostały źle zinterpretowane. Ja takze odczytuje je jako diagnozę pewnego problemu, opisanie w jaki sposób może myśleć i działać mężczyzna, który nie akceptuje odmowy kobiety. Sam Starowicz jednak uważa, że "kobieta na każdym etapie nawiązywania relacji z mężczyzną ma prawo powiedzieć nie".

gość

Oj, ludzie, ludzie. W tym cytacie profesor Starowicz najpierw powiedział, że zgadza się z feministkami, po czym po chwili dał do zrozumienia, że baby są głupie. I o to chodzi! I dobrze, że ktoś w końcu zauważył, jakie farmazony wygaduje prof/ Lew-Starowicz. Nikt mu nie podskoczy, bo to przecież profesor i autorytet. Wszyscy siedzą cicho, bo temat trudny, nikt się na tym nie zna, boją się ośmieszyć. A tu proszę: pani Joanna panu profesorowi tak prosto z mostu!

I jeszcze jedno: dlaczego pan profesor zgadza się z "feministkami"? Czy feministki o dziwolągi, że trzeba się aż tak do nich dystansować? A fe, panie profesorze! Bo jeszcze ktoś pomyśli, że pan profesor stoi po stronie kobiet - to byłby dopiero skandal!

gość

Autorka nie czyta ze zrozumieniem.

Dlaczego ta ksiażka ma tytuł "O kobiecie"? Powinna mieć tytuł: "Odgrzewane kotlety prof. Starowicza sprzed 30 lat". By the way, czy w tej całej ksiażce "o kobietach" choc raz pada słowo "łechatczka"? Oświeććie mnie i podajcie stronę, jak znajdziecie.

gość

W jednym z wywiadów Nergal powiedział tak: katolicy uważają ze nie należy czynić drugiemu co tobie nie miłe, ale mają to w dupie. Podobnie Starowicz: niby ksiażka dla kobiet, ale na każdym kroku dowala kobietom Przeczytajcie książkę, to sami zobaczycie.

gość

Jestem kobietą, ale w tym stereotypie jest TROCHĘ prawdy. Oczywiście, nie brak bezsensownych aktów przemocy, ale szczerze mówiąc, czego się spodziewają dziewczyny chodzące późnym wieczorem same po ulicach niemal z gołym tyłkiem na wierzchu? płatków róż sypanych pod stopy? Trochę zdrowego rozsądku. i Droga Autorko, naprawdę Pani uważa, że jeśli mężczyzna w trakcie seksu rozpalony do granic usłyszy nagle : 'eee, już straciłam ochotę', to tak po prostu jemu też przejdzie? rozumiem walkę o swoje, popieram ją z całych sił, ale trochę szacunku dla drugiej strony nie zaszkodzi. gdyby kobiecie jakiś facet robił nadzieję, a potem na minutę przed się rozmyślił, to co szanowna redakcja by powiedziała? 'co za świnia ten facet', jak mniemam.

gość

Przytoczę aforyzm sławnego matematyka,
profesora Hugo Steinhausa:

''Kobiety lubią giełdę próżności; niekoniecznie chcą się sprzedać, ale chcą znać kurs. ''

Teraz odpowiedzcie szczerze drogie panie,
czy każda z was potrafi sprawdzać swoją wartość,
bez podpuszczania, lub ranienia facetów?

gość

Zgadzam się z dwiema pierwszymi wypowiedziami, tyle że nie wydaje mi się, a jestem pewna, że prof. Starowicz tłumaczy psychologię mężczyzn (niefortunnie użył słowa "WIEDZĄ, że kobiety...", co może zostać odczytywane, jako dyskryminacja z jego strony, a wskazuje na siłę przekonania mężczyzn o własnej niewinności).

A autorka powinna czytać swoje teksty przed publikacją, bo pełno w nich ohydnych błędów gramatycznych i interpunkcyjnych oraz literówek. I jak zasadniczo popieram poglądy, to język bije po oczach, a czytanie ze zrozumieniem, jak widać też by się jej przydało.

gość

Przepraszam ale ja przeczytalam powyższy tekst i Profesor pisze, że ma takie samo zdanie jak feministki tzn że kobieta w każdej chwili może powiedzieć nie. Dalsza częśc wypowiedzi prezentuje odmienny pogląd. Miło by było nie zmieniać sensu tej wypowiedzi.

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij