poniedziałek, 25 września 2017

Jill Abramson rozbija „szklany sufit” w NYT

Często kwestię równości płci kwituje się stwierdzeniem, że przecież kobiety i mężczyźni już mają równe prawa. Szkoda, że gołe fakty i prawdziwe historie nie potwierdzają tych deklaracji. Mamy XXI wiek, dwa wieki minęły od rewolucji amerykańskiej i francuskiej, a wciąż kobiety zmagają się z szowinistycznymi uprzedzeniami i sztucznymi przeszkodami. Niedawno świat obiegła wiadomość, że po raz pierwszy kobieta stanęła na czele opiniotwórczego dziennika w USA. Trzeba było czekać na to aż 160 lat.

Wydarzenie bez precedensu w historii opiniotwórczej prasy w USA. Pierwsza kobieta objęła stanowisko redaktora naczelnego w prestiżowym ogólnokrajowym dzienniku. To nie pomyłka. Trzeba było czekać aż do 2011, aby na czele renomowanego dziennika ujrzeć redaktorkę. Wiem, że dostałam tę posadę nie dlatego, że jestem kobietą; dostałam ją, gdyż mam najlepsze kwalifikacje, komentuje swój awans nowa naczelna New York Times, Jill Abramson, matka dwójki dzieci.

W obiegowej opinii USA, a zwłaszcza kosmopolityczny Nowy Jork, kojarzą się z wszelkimi procesami emancypacyjnymi. Tym bardziej szokująco brzmi informacja, że dopiero w drugiej dekadzie XXI wieku kobieta przejmuje stery w redakcji dziennika nie konserwatywnego, ale liberalnego właśnie. Niestety, historia New York Times to dekady ostentacyjnej dyskryminacji pracujących w nim kobiet. Dziennikarki NYT zawsze były traktowane jako personel drugiej kategorii – i tak też opłacane.

Przez 160 lat swojego istnienia NYT przeszedł kolosalną zmianę w podejściu do zatrudnionych kobiet. Gdy Jane Grant, późniejsza założycielka magazynu The New Yorker, feministka i propagatorka zachowywania przez mężatki swych panieńskich nazwisk, rozpoczynała pracę w NYT na samym początku XX w (jako pierwsza reporterka w historii dziennika), nie mogła publikować pod własnym nazwiskiem. Co więcej, miała zakaz ujawniania miejsca zatrudnienia!

„Szklany sufit”? Ten zgrabny eufemizm nie pasuje do dekad bezceremonialnych upokorzeń, szykan i szowinistycznych docinków, jakie spotykały kolejne pokolenia reporterek i dziennikarek w NYT ze strony przełożonych i współpracowników. I wcale nie mówimy o zamierzchłych czasach wojny secesyjnej, podboju Dzikiego Zachodu albo kupna Alaski od cara. Kiedy astronauci z misji Apollo radośnie podskakiwali na powierzchni Księżyca, w redakcji NYT otwarcie dyskryminowano kobiety.

Weteranką i symbolem walki o kobiece prawa pracownicze jest Eileen Shanahan, która była pierwszą w historii NYT reporterką polityczną. Wcześniej dziennikarki NYT mogły najwyżej pisać artykuły o kreacjach i fryzurach prezydenckich żon. W 1961 ówczesny redaktor prowadzący zapytał Eileen o jej wizję kariery w NYT. Przezornie i potulnie odparła, że marzy być tylko najlepszą reporterką w najlepszej gazecie, czyli NYT. W odpowiedzi usłyszała: To dobrze, gdyż zapewniam cię, że żadna kobieta nigdy nie będzie naczelną w NYT. Takie komentarze zostały prawnie zabronione w USA dopiero w 1964, ale były normą aż do lat 1970-tych.

Eileen postanowiła niepokornie walczyć o godność, wbrew obietnicom wymuszonym przez męskich przełożonych. W 1974, razem z 7 koleżankami pozwały NYT o dyskryminację ze względu na płeć. Wśród pozywających była też Betsy Wade, ówczesna główna edytorka działu zagranicznego i Grace Gluck, krytyczka z działu kulturalnego. Ta siódemka głośno upominała się o prawo do równej pensji, awansu i zawodowego szacunku w imieniu 550 kobiet wówczas pracujących w NYT. Kierownictwo dziennika skapitulowało w 1978 i wprowadziło program afirmacyjny, wyrównujący kobietom warunki pracy i wynagrodzenia.

Eileen dała jednak za wygraną rok wcześniej i odeszła z NYT. Czara goryczy przelała się, gdy odkryła, że jako jedna z najlepszych reporterek waszyngtońskiego wydania zarabia tylko połowę tego, co jej koledzy. Niestety, Eileen nie doczekała historycznego sukcesu Jill Abramson, zmarła w 2001. Abramson nie zapomniała o zasługach starszych koleżanek. W wywiadzie udzielonym z okazji swojego awansu powiedziała: Wyśmienicie zdaję sobie sprawę, że stoję na barkach kobiet, których nigdy nie miałam okazji poznać, gdyż pracuję w NYT dopiero od 1997. Symboliczną ciekawostką jest fakt, że Abramson – jak Shanahan – przez lata pracowała dla NYT w Waszyngtonie, stolicy USA.

Abramson stara się nie przykładać wielkiego znaczenia do swej płci. Zapytana, jakie znaczenie dla NYT ma kobiece kierownictwo, odpowiedziała, że dla niej osobiście i dla innych dziennikarek z pewnością znaczne. Jednak bez wpływu na oblicze dziennika. Każdy w redakcji mnie zna i wie, jakich artykułów oczekuję; wyrazistych, wnikliwych, rzetelnego dziennikarstwa śledczego i intrygujących materiałów zagranicznych, więc nie sądzę, aby ktoś obawiał się rozmiękczenia linii redakcyjnej.

Naczelną Abramson od anonimowej reporterki Grant dzieli stulecie, aż stulecie. Co gorsza, Abramson kierująca prestiżowym medium, wciąż pozostaje wyjątkiem. Trzymajmy kciuki, by stała się jutrzenką stałego trendu i by jej śladami udało się podążyć także innym kobietom.

Virginity

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (2)
sortowanie: najstarsze/najnowsze

moja kuzynka dostała pracę w fabryce śrubek, praca jak każda inna, kuzynka w niejednej firmie już dawała sobie radę, ale tutaj okazało się, że nie może się z nikim dogadać, że ciągle nie mają dla niej czasu, w pierwszej chwili nie wiedziała co jest grane, nie takie rzeczy robiła, a tu ciagle jak po grudzie i co sie okazało? panowie nie mogli zaakceptować, że kobieta zajmuje się srubkami, sami byli ledwo po zawodówkach, a klasyfikacja śrubek nie była dla mojej kuzynki problemem, problemem byli panowie przekonani, ze kobiety mają ograniczony mózg, który z jakiś powodów nie może przyswoić sobie podstawowej wiedzy o śrubkach, bo śrubki to męska rzecz, na razie daje sobie radę, tylko mówi, że szkoda straty takiej ilosci czasu i nerwów na to, żeby na kazdym kroku walczyć z jakimiś bzdurnymi stereotypami, zamist po prostu pracować,

gość

Cóż mogę powiedzieć...zakompleksionym mężczyznom trudno oddać ster kobietom.Poza tym jak to wygląda?Kobieta szefem,a meżczyzna podwładnym?Faceci nie chcą grać drugich skrzypiec i tu jest problem,bo to godzi w ich ego.Kobiety nie dajmy się i walczmy o swoje!Oby było nas więcej!

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij