niedziela, 22 lipca 2018

Zanim odważnie rozłożycie nogi na fotelu kosmetycznym

Ile razy w życiu leżałyście na plecach z rozwartymi udami przed nieznajomą osobą? Nie, nie mówię tu o przygodach na jedną noc ani o Waszym aktualnym ukochanym, ani nawet o ginekologu. Mówię o czymś innym, ale równie znanym wśród rzeszy kobiet - o usuwaniu włosków z miejsc intymnych.

Kręcone, proste, jasne, kruczoczarne, rude – kobiety od zawsze toczą niezłomną batalię o pozbycie się włosów z miejsc intymnych. Właśnie zaczyna się karnawałowy szał ciał i dlatego temat depilacji, szczególnie w strategicznych miejscach, wydaje się być jak najbardziej na czasie.

Może masz to doświadczenie już za sobą, albo dopiero się przymierzasz, bądź chcesz wiedzieć o tym więcej, chociaż czujesz, że na dzień dzisiejszy nie starczyłoby ci na to odwagi. Podzielę się z wami wiedzą i (wieloletnimi) doświadczeniami osoby, która przełamując ból i wstyd – to robi!. Opowiem coś więcej niż pokazują słodkie filmy rodem z Hollywood, bo zdecydowanie nie jest to, tak łatwe, lekkie i przyjemne. A jednak ja wciąż to robię.

Jak to wygląda

Patrząc z bezpiecznego dystansu usuwanie owłosienia miejsc intymnych jest mocno intrygującym rytuałem, któremu, według zaleceń kosmetyczki, powinnyśmy oddawać się średnio co 5 tygodni (szatynki o ciemnej karnacji jeszcze częściej).

Zapoznam was najpierw ze standardową procedurą w takich wypadkach: rozebrać się od pasa w dół, położyć na plecach, w odpowiednim momencie operować biodrami góra-dół i na boki (brzmi zachęcająco, ale nie dajcie się zmylić), pozwolić ledwo poznanemu komuś wyrywać te wciąż uparcie sterczące, niechciane włosy z najbardziej zwykle skrywanego przez nas obszaru.

Jest to niezręczne, krępujące i przede wszystkim niewyobrażalnie bolesne. Jednak pomimo tego wszystkiego przeszłam na gładką stronę bikini, bo zaufałam Eli.  

Zaufaj Eli

Elę poznałam pod koniec szkoły średniej i mniej więcej w tym samym czasie oddałam pod jej opiekę mój paseczek bikini. Potraktowałam to jako wyzwanie i próbę moich relacji z panią Elą, moją kosmetyczką. Leżałam w małym, ale przytulnym saloniku, a ona pochyliła się nade mną i powiedziała, że to nie będzie się aż tak bardzo różniło od świetnie mi znanej depilacji brwi. Po 40 minutach wyszłam chwiejnym krokiem, z bolesną wiedzą na temat tego, jak wielka jest różnica miedzy depilacją brwi, a bikini i mocnym postanowieniem odpoczynku od usług pani Eli.

Wyjechałam na studia. Byłam szczęśliwa nie tylko z faktu, że będę daleko od rodzinnego domu, ale także od Eli. Jednak włoski zaczęły odrastać i dotarło do mnie, że brakuje mi pani Eli! Nikt nie był tak wytrwały, dokładny i zdeterminowany, a to wszystko dla mnie! Mniejsza o zespół stresu pourazowego za każdym razem, gdy od niej wychodziłam. Ela miała wyniki! Z czasem przywykłam do regularnych odwiedzin w jej gabinecie, które łączyłam z wizytą u rodziny (co 2-3 tygodnie).

Gdzieś po drodze odkryłam, że mogę sprawić, aby nasze sesyjki przebiegały gładko jak po maśle, a raczej po wosku w tym przypadku. Wpadłam na genialny pomysł, by na depilację iść lekko wstawiona (jeśli nie jestem jedyną która na to wpadła, pozwólcie, że zapytam tylko: dlaczego mi nikt tego nie powiedział??) Z pomocą wcześniej umówionego kierowcy i kilku shotów Grey Goose eksperyment zadziałał wspaniale. Z łatwością opadłam na fotel i… co za różnica! Cicha i potulna poddałam się ulegle, a Ela skończyła swoją torturę w rekordowym tempie. W porównaniu ze wcześniejszymi sesjami w stanie bliskim agonii, teraz ból wydawał się w zasadzie miłym łaskotaniem. Z każdą kolejną wizytą lęk stawał się mniejszy i mniejszy.

Czy tym samym usprawiedliwiam wszystkie kobiety, które wychylają kieliszek (albo dwa) wina przed intymną depilacją? Tak, jak najbardziej. A gdy już jesteście pod wpływem, spróbujcie kolejnej mojej metody: zamiast skupiać się na cierpieniu związanym z usuwaniem włosków i wytrwałością dokonującej tego procederu osoby, spróbujcie pokontemplować waszą niesamowitą relację. Przed Elą leżę lekko wstawiona i na wpół naga, a wychodzę gotowa stawić czoła światu. Możecie to powiedzieć o kimkolwiek wam bliskim? Ja i moja depilatorka Ela - na zawsze.

Jaką fryzurę sobie pani życzy?

Zanim odważnie rozłożycie nogi na fotelu, zapoznajcie się z poniższą listą. Warto być przygotowaną, by rozebrane i zapytane „Jak usuwamy?”, mieć już gotową odpowiedź.

  • amerykańską – granicą jest brzeg stroju kąpielowego, czyli usuwamy tylko to, co ewentualnie wymyka się spod ryzów dołu Waszego bikini, bądź bielizny. Pozbywamy się włosów z górnej części ud i pachwin. Sposób zwany też depilacją „na/wedle linii bikini”. Dobry dla początkujących, gdyż nie będziecie wystawione na tak potężną ilość bólu, jak powiedzmy przy stylu Hollywood (patrz poniżej)

  • francuską – zostawiamy ok. 4-centymetrowy pionowy pasek (zwany przez niektórych pasem startowym), alternatywna nazwa „częściowy brazylijski”.

  • brazylijską – zero włosków z przodu i z tyłu (między pośladkami), jedyne co zostawiamy to cieniutki paseczek, a czasami tez nie. Najbardziej popularny styl depilacji bikini.

  • a la Hollywood – w tym przypadku usuwamy absolutnie wszystko, wychodzicie z salonu gładziutkie jak pupcia noworodka.

Od Was i od Waszej odwagi zależy, na jaką „fryzurkę” się zdecydujecie. Przed Brazylijskim i Hollywood zaleca się wziąć tabletkę przeciwbólową, lub coś mocniejszego dla kurażu.

A tak na marginesie, moim zdaniem, służby specjalne powinny zainteresować się nami – kobietami, które z własnej, nieprzymuszonej woli poddają się depilacji miejsce intymnych. To spośród na powinno się rekrutować agentki. To w gabinetach kosmetycznych znajdują się dywizjony dzielnych, nieulękłych kobiet.

Filifionka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (13)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

chciałabym, ale się boję!

gość

Polecam depilację pastą cukrową - jest niestety droższa od wosku, ale nie przykleja się tak do skóry i boli o wiele mniej. Tak czy siak, da się przeżyć, nawet bez drinka przed (ja też na to nie wpadłam, a chyba raczej się bałam). Sytuacja niezręczna jak diabli, dlatego trzeba szczęśliwie trafić na miłą babeczkę, która jakoś rozładuje napięcie. W końcu są przyzwyczajone do wystraszonych klientek ;)
pozdrawiam, Baś.

gość

czy można posmarować się wcześniej maścią Emla?

gość

Pierwszy raz byłam jak miałam 19 lat, bolało, ale cóż, za każdym razem wydawało mi się, że boli mniej i szybciej to idzie. Raz wpadłam na lekko nadgorliwą panią kosmetyczkę (miałam taką małą kępkę włosów na wardze, które za nic nie dały się wyrwać woskiem), więc wyrywała mi je pęsetą. Wyszłam cała mokra od potu, ale zadowolona. Jak dla mnie nie ma się czego bać. Boli chwilę, a nie jak po goleniu maszynką kilka dni.

zrobiłam pierwszy raz wosk i już wiem że to zabieg na stale wpisany w mój pakiet u kosmetyczki.

gość

tylko jak trafić na odpowiednią kosmetyczkę?!

gość

A ja dlatego, że - powiedzmy to sobie szczerze - wstydziłam się kosmetyczki postanowiłam spróbować sama. I udało się! Nie jest tak strasznie, choć dosyć niewygodnie. Po kilku razach naprawdę boli mniej ;)

gość

"tylko jak trafić na odpowiednią kosmetyczkę?!"
Ja poczytałam wcześniej fora internetowe i na podstawie opinii i przeżyć Pań podjęłam decyzję że wybiorę się do Pani Reni. Jestem szalenie zadowolona z rezultatu i przebiegu zabiegu! Z pewnością jeszcze się do niej wybiorę!

gość

Szanowna Filifionko!

Bardzo dziekuje za tak lekki i przyjemny artykul na tak bolesny temat. Mysle, ze jednak bez jakiegos znieczulenia sie nie obedzie.

Pozdrawiam serdecznie

gość

poszłam kiedyś na kacu na depilację laserową... nie polecam!

Mając do wyboru wosk, pastę cukrową albo laser - wolę laser. Znam jeden salon - Studio Laser w stolicy - gdzie naprawdę wszystko idzie łatwo, sprawnie i przyjemnie ;p wiadomo, że ból jest też uzależniony od indywidualnej wrażliwości, więc jednych może boleć mniej innych bardziej.

gość

Dziewczyny polecam bardzooooo VECTUSA !!! Mozecie sie tam calkiem wydepilowac i to bez bolu, wlosy znikaja bo jest bardzo skuteczny. ja zaczelam niesmialo od pach i bikini, nie bolalo a efekt super i zrcydowalam sie pojsc na calosc:)) Zapomnijcie o woskach i plastrach.

gość

Ja jakoś nie mam odwagi na taki krok...

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij